sobota, 19 maja 2012 r.
Komentarze
Stara miłość nie rdzewieje

17.07.2010 12:57   0 komentarzy

Dopiero późną nocą, przy szczelnie zasłoniętych oknach gryziemy z bólu ręce, umieramy z miłości.

Małgorzata Hillar

sxc.huNigdy nie szukałam miłości. Przyszła sama, całkiem niespodziewanie, a ja miałam wtedy zaledwie 19 lat. Wraz ze starszą kuzynką wyjechałyśmy na całe wakacje do Niemiec, gdzie wówczas starała się ona o staż. Zatrzymałyśmy się w Lubece, urokliwej nadmorskiej miejscowości, gdzie przez całe 3 miesiące miałyśmy wynajmować pokój u jednej miłej, samotnej staruszki. To właśnie tam poznałam chłopaka, w którym zakochałam się na zabój i którego smutnego wzroku nigdy nie zapomnę. Choć z początku wcale nie podchodziłam do tej relacji poważnie, on zapewniał, że nawet gdy po powrocie do Polski poznam kogoś innego, on nigdy nie przestanie na mnie czekać.

Minęło 10 lat od czasu, gdy się poznaliśmy i widzieliśmy po raz ostatni. Po powrocie do kraju zaczęłam studia i już wtedy nadarzyła się pierwsza okazja ku temu, by przerwać swoje wakacyjne zauroczenie. Zresztą nie jedna – następne 5 lat upłynęło mi na pakowaniu się w nowe, zdawało mi się że lepsze, związki. Gdy ostatni z nich nieomal skończył się ślubem, szybko zrozumiałam, dlaczego tak ciężko jest mi znaleźć partnera, wobec którego nie będę miała żadnych wątpliwości. Podświadomie wciąż myślałam o swoim pierwszym chłopaku, z którym związek nadal stanowił dla mnie wyznacznik idealnego uczucia.

Gdy miałam 25 lat, sprawa stała się dla mnie jasna: ma być wysoki, mieć blond włosy, szczupłą sylwetkę i poczucie humoru. Powinien lubić przeboje z lat 60. i najlepiej gdyby pasjonował się grą na gitarze. Wtedy ani przez myśl nie przeszło mi, bym odezwała się do chłopaka z Lubeki (wciąż mam jego adres), a mimo to nie przestawałam na szukaniu tego jedynego, mającego przypominać go w każdym szczególe, najbardziej jak to możliwe.

Wreszcie go spotkałam – dokładnie taki, jak go opisałam. W końcu przekonałam się, że charakter to jednak coś więcej niż poczucie humoru i zamiłowanie do muzyki. Związek z tym facetem okazał się totalną klęską. Co prawda trwał niecałe pół roku, ale przez ten czas znosiłam wszystkie jego zdrady, nadarzające się do zaglądnięcia w kieliszek błahe okazje, oraz to, że traktował mnie jako „miły dodatek do kończącego się dnia”.

W tym roku kończę 30 lat i wciąż nie spotkałam tego, z którym byłabym gotowa ułożyć sobie życie. Myślami powracam do wakacji nad morzem i choć w każdej chwili mogłabym spakować walizki i jechać, pęta mnie świadomość tylu straconych chwil, tego, że mogę spotkać się z rozczarowaniem oraz żal, że wszystkie listy od niego, które trzymam w szufladzie pozostały bez odpowiedzi.

Lęk przed załamaniem wizji mojego wyimaginowanego świata jest silniejszy od marzeń, że jego smutne oczy kiedyś na mój widok mogłyby zmienić swój wyraz. Dlatego nieraz zdaje mi się, że żyję jak we śnie i choć wiem, że nigdy nie zbiorę się na odwagę by do niego pojechać, albo nawet napisać, boję się rozważań nad tym, że on jakoś ułożył sobie życie, że jest szczęśliwym mężem i ojcem, lub chociażby, że nie jest już taki, jakiego go zapamiętałam.



Autor: Sylwia Wanowicz




Komentarze:
reklama
Reklamy sponsorowane
Reklamy sponsorowane

Copyright © 2008 - 2012 MyPolki - portal dla kobiet, wiadomości, kobieta i zdrowie, uroda i moda, uczucia i seks  - wszelkie prawa zastrzeżone