sobota, 19 maja 2012 r.
Komentarze
Na jakie atrakcje ślubno-weselne musisz mieć pozwolenie?

28.11.2011 20:38   0 komentarzy

Są ludzie, którym wystarcza fakt, że od dnia ślubu nareszcie będą wieść życie jako małżonkowie i nie dbają o tak zwaną „otoczkę”. Są też tacy, którzy pragną wcielić w czyn swe wymarzone, nowatorskie pomysły. Okazuje się jednak, że mogą się one odbyć jedynie za zgodą pewnych osób.

Kościół „ na bogato”

Firmy dekoratorskie i florystyczne prześcigają się w pomysłach na bajkową dekorację kościoła. Oprócz standardowych tiulów podwieszanych między ławami czy bukietów kwiatów na ołtarzu, można sięgnąć po kilka innych, mniej tradycyjnych rozwiązań. Bardzo modne są obecnie dywany w wyszytymi inicjałami Pary Młodej, czy kwiatowe bramy w kształcie łuku, ustawione na wejściu do ołtarza. Do tego na bokach alejki ustawiane są świece w szklanych osłonach, otoczone rozsypanymi płatkami kwiatów. Jak widać pomysły można mnożyć. Okazuje się jednak, że znacznie gorzej bywa z ich realizacją. Po pierwsze księża niechętnie podchodzą do nadmiernej dekoracji kościoła. Takie stanowisko często argumentują tym, że ślub jest czasem modlitwy, a świątynia nie miejscem, które można dowolnie dekorować. Z tego powodu wielu z nich sugeruje skromne ozdoby kwiatowe. Innym problemem, jaki możemy napotkać podczas organizacji ślubu w kościele jest oprawa muzyczna. Oczywiście wiadomą sprawą jest to, że organista gra tutaj „pierwsze skrzypce”, jednak wiele Par decyduje się także na wynajęcie kwartetu smyczkowego. Pozwolenie należy uzyskać od organisty i jeśli decyzja będzie pozytywna i zatwierdzona przez proboszcza należy ustalić także moment, w którym ów kwartet będzie mógł zagrać. Msza ślubna nie ma być koncertem jak w filharmonii, a więc wynajęci muzycy mają być tylko dopełnieniem ceremonii. Oprawa muzyczna przy akompaniamencie kwartetów smyczkowych odbywa się więc zwykle na wejściu do ołtarza, po zaślubinach oraz w momencie, gdy Para modli się w bocznej nawie kościoła. I ostatnia kwestia: kamerzysta i fotograf. Przy wyborze upewnijcie się, czy taka osoba posiada odpowiednie przeszkolenie i zaświadczenie (najlepiej z kurii biskupiej) o możliwości wykonywania usługi podczas mszy. W złym tonie jest, bowiem widok nieprofesjonalnych wujków, dosłownie „skaczących” po ołtarzu, rozpraszających Młodych błyskiem flasha’a i wykonujących fotografie w takich momentach mszy, w których jest to zakazane. Lepiej, zatem nie narażać się na niezadowolenie księdza, czy swoje nerwy i przeprowadzić wszystko tak, aby odbyło się bez zakłóceń i co najważniejsze za pozwoleniem władz kościoła.

Przyjęcie weselne pełne niespodzianek

Popyt na nowatorskie rozwiązania w kwestii atrakcji weselnych dla gości nadal trwa i choć zdawałoby się, że lokale powinny w tej kwestii iść Parom na rękę, to niestety nie zawsze tak bywa. Organizując wesele blisko lotniska trzeba liczyć się z tym, że idea wypuszczania setki lampionów w niebo, jest w takim przypadku całkowicie zakazana, a złamanie tego przepisu (nawet, jeśli zapalimy symboliczne dwie sztuki) może grozić surową karą. Podobnie sprawa ma się z pokazem fajerwerków. Jeśli więc dany lokal nie ma takiego pozwolenia, można się o nie postarać samemu wysyłając faks z prośbą o możliwość przygotowania takiej atrakcji. Na 15 minut przed wypuszczeniem lampionów czy pokazem pirotechnicznym warto jeszcze wykonać dodatkowy telefon i „przypomnieć się”, by mieć pewność, że wszystko odbywa się zgodnie z prawem i za pozwoleniem władz lotniska. Jeśli chodzi o fajerwerki problemem może być jednak sąsiedztwo domów mieszkalnych, których lokatorzy nie zezwalają na tego typu atrakcje podczas ciszy nocnej. W takim przypadku wydawałoby się, że ratuje nas oczko wodne na terenie lokalu weselnego, na którym „bezinwazyjnie” można puścić pływające lampiony. Problem jednak w tym, że i tutaj mogą pojawić się pewne utrudnienia, które nieco nadszarpną naszą kieszeń. Chodzi mianowicie o to, że aby taki pomysł wprowadzić w czyn, musimy wcześniej postarać się o wynajęcie firmy, która owo oczko wodne/jezioro/staw nad ranem uprzątnie lub - jeśli się uda – po prostu „dogadać się” w tej kwestii z właścicielem lokalu.

Przysłowiowe „schody” napotykamy także podczas celebracji w samym lokalu. Na pomysł dekorowania stołów misami z pływającymi świecami, czy zapalenia na sali sztucznych ogni (race), bądź świec, właściciele reagują dość „alergicznie”. Takie pomysły zagrażają, bowiem bezpieczeństwu gości.

Jakby tego było mało, przekonanie managera lokalu, co do wizualnego uatrakcyjnienia pierwszego tańca także nie jest łatwe. Wytwornica dymu wymaga wyłączenia w obiekcie alarmu przeciwpożarowego, bańki mydlane zostawiają kleiste ślady na podłodze, a sztuczny śnieg lub wystrzałowe konfetti powoduje wiele wilgoci lub bałagan, co dodatkowo wymusza nadprogramową pracę obsługi. Takie argumenty na „ Nie” są zrozumiałe. Chcąc, zatem przeforsować swoje pomysły potrzebna jest fachowa sztuka negocjacji i choć jest ona dość twardym orzechem do zgryzienia, to nie znaczy, że niemożliwym.

Jak widać, droga do zaślubin często przypomina bieg z przeszkodami. Do pokonania jest ich wiele, jednak wszelkie starania są tego warte. Dlatego może zamiast załamywać ręce, warto postawić sobie za motto pewne mądre przesłanie „jedni widzą problem - ja widzę wyzwanie”. Z takim podejściem do sprawy i wiarą w powodzenie całego przedsięwzięcia na pewno się uda! Powodzenia!

Agnieszka Damieszko
www.myweddspace.com









Komentarze:
reklama
Reklamy sponsorowane
reklama w portalu
Reklamy sponsorowane

Copyright © 2008 - 2012 MyPolki - portal dla kobiet, wiadomości, kobieta i zdrowie, uroda i moda, uczucia i seks  - wszelkie prawa zastrzeżone