Jak zawsze, widzą się w tym pubie, w którym nieraz zdarzało im się bywać w piątkowe wieczory. Idą razem z przyjaciółką – to znaczy jedyną osobą z klasy, z którą jeszcze nie zerwał się kontakt. Przy stoliku siedzi już parę osób. Kilka z nich wstaje żeby się przywitać, reszta w ogóle nie zwraca uwagi. Rozmawiają między sobą, piją piwo, śmieją się – niby tak, jak „za starych, dobrych lat”. Jest w tym spotkaniu jednak coś obcego, co sprawia, że Anka pragnie zapaść się pod ziemię, lub w ogóle nie zabierać głosu w toczących się stolikowych dyskusjach.
Anka ma 24 lata. Niedługo kończy studia, ma nadzieję znaleźć dobrą pracę, albo wyjechać – przecież wielu ludzi tak teraz robi. Póki co ma jeszcze trochę czasu – tak myśli. Może po studiach wreszcie znajdzie czas by odpocząć, a potem „się zobaczy”. Tymczasem właśnie skończyła czytanie kolejnego tomiska historii sztuki i w porę wybiegła z domu by zdążyć na spotkanie.
Na pytanie „Co u ciebie słychać?”, jej kolega odpowiada: „Dlaczego interesujesz się moim życiem?” – szczęście, że pamięta jeszcze jego specyficzne poczucie humoru. Za to bez pytań może dowiedzieć się, co słychać u innych. O tym, że spotkanie Magdy z Anią Muchą było „niesamowite”, że rozkręca jakiś program w lokalnej telewizji, że Andrzej kupił nowy samochód – tym razem mercedesa, podczas, gdy Tomek dalej wozi się swoją „be – emką”, a jego dziewczyna nie może zrozumieć, dlaczego uparł się, by jednak nie kupować jej nowego telefonu. Wiolka też ma się nieźle – dostała angaż w agencji reklamowej, a Michał kończy spłacać wymarzone mieszkanie. To na razie wszystko, jeśli chodzi o „część radosną”. Ci, których nie ma, zostają uobecnieni w kolejnej części rozmowy – Marta trafiła na męża alkoholika, a dziecko, które sprawiło, że za niego wyszła, urodziło się martwe. Darek z Ewką zamierzają się pobrać, ale na razie dopiero próbują pomieszkać ze sobą przez jakiś czas. Iza wyjechała do Holandii, gdzie została opiekunką małych, rozkapryszonych „dzieciaków Chanel”. Można się z nią kontaktować przez Skype, ale lepiej mailowo, bo przestała mówić po polsku, a jeśli już mówi (trzeba ją o to poprosić) to niezrozumiale.
Gdy nastaje niezręczna cisza, któraś z koleżanek zwraca się do Anki ze schlebiającym „A ty? Nic się nie zmieniłaś!”. Anka poczyna chwalić dokonania swoich znajomych, już właściwie zapomniała, po co mieli się spotkać. Od czasu do czasu wplecie jakąś anegdotkę z uczelni, uśmiecha się i nawet żartuje, ale w głębi duszy zdaje sobie sprawę, że ludzie, których spotkała to już nie ci sami koledzy i koleżanki ze szkolnej ławki. Być może ma sobie za złe, że tak późno się ocknęła – przecież to oczywiste, że ludzie się zmieniają. Może po prostu ma zły dzień i nic z jej dotychczasowych dokonań nie przychodzi jej do głowy – nic, czym mogłaby się pochwalić, albo też nic, co byłoby „godne” ujawnienia.
Spotkanie nie trwa długo – wszystkie nowiny i komentarze zostały już wymienione. Chłopcy odwożą swoje dziewczyny do domów, inni pędzą za uciekającym autobusem z wypisaną na ich ustach obietnicą - „do zobaczenia za 5 lat”, a Anka ze swoją przyjaciółką postanawiają zostać jeszcze chwilkę, bo do mieszkania przecież nie daleko, a i tak zostawiła w nim tylko kilka stert książek i kota – tego, który pewnie tak samo jak ona jeszcze pamięta „stare, dobre czasy”.
Autor: Sylwia Wanowicz