sobota, 19 maja 2012 r.
Komentarze
1 + 2 czyli singielka i dzieci

23.07.2010 20:34   0 komentarzy

Smutek zawsze na wierzch wypływa.

John Irving „Hotel New Hampshire”

sxc.huZwiązek partnerski czy bycie singlem? Małżeństwo, czy… - no właśnie, zdaje się, że posądzenie o staropanieństwo odeszło już do lamusa. Dziś kobiety czują się bardziej wyzwolone, znają swoją wartość i są przekonane o swoich atutach. Nie przywiązują się do przelotnych związków i nie myślą o założeniu rodziny.

W razie gdyby jednak w pewnym momencie odezwał się u nich instynkt macierzyński, szybko obiorą łatwy cel, a potem bez skrupułów porzucą, decydując się na samotne wychowywanie dzieci.

Marta, w ciążę zaszła stosunkowo wcześnie, bo w wieku 18 lat. Nie zdecydowała się na ślub ponieważ nie była pewna, czy właśnie takie życie chce dla siebie wybrać. Wybór padł na samotność. Ale nie samotność okraszoną łzami tęsknoty za ustatkowaniem się, lecz taką której Marta potrzebuje, pojmując ją raczej jak poczucie prywatności i samodzielności.

Ciąża nie przeszkodziła jej w tym, by mogła swobodnie realizować się zawodowo i osobiście. Po 2 latach spodziewała się już drugiego dziecka, tym razem z innym facetem. Po urodzeniu ciężko pracowała, a wychowanie powierzyła swojej matce. W ciągu kilku lat była bliska zapewnienia przyszłości sobie i dwójce swych pociech, kupiła mieszkanie, zyskała posadę w dobrze prosperującej firmie, oraz, by odciążyć nieco swoją mamę zatrudniła nianię, by móc nadal, bez wyrzutów sumienia piąć się po szczeblach kariery.

Marta wciąż jest młodą kobietą, ma zaledwie 30 lat, jest wykształcona, świetnie zarabia, ma piękne, gustownie urządzone mieszkanie a w nim dwójkę maluchów, które zdawać by się mogło, wiedzą co to samodzielność. Zapewniła im miejsce w dobrych, prywatnych szkołach, rozpieszcza prezentami i codziennie poświęca ok. 15 minut rozmowy. To tyle, jeśli idzie o poświęcenia…

Dzieci całymi dniami, a gdy przyjdzie potrzeba, także i nocami przebywają pod opieką niani. Ta, gdy po raz pierwszy pojawiła się w ich domu, była pełna podziwu dla tak zaradnej i młodej mamy. Niestety to, by dzieci przyzwyczaiły się do niej nie było ani łatwe ani bez wyrzeczeń. Najgorszy był pierwszy tydzień – maluchy tęskniły za swoją poprzednią opiekunką i prosiły by obecna niania przyprowadziła ją z powrotem. Gdy spotykała je odmowa płakały, rzucały się na ziemię kopiąc nogami, rozrzucały krzesła i szantażowały emocjonalnie. Doszło wręcz do tego, że starszy chłopiec pewnego wieczora stanął na parapecie grożąc, że wyskoczy.

Tymczasem mniej więcej z miesiąca na miesiąc ilość domowników wciąż ulega zmianie. Marta zaprasza do domu „wujków”, którzy po jakimś czasie idą w odstawkę, a na ich miejsce przychodzą nowi, bawiąc w jej mieszkaniu od kilku dni do kilku tygodni. Marta jawnie decyduje się na to, by żyli oni na jej utrzymaniu, a w zamian zapewniali wolne od samotności (tym razem tej dotkliwej), wieczory.

Minęło już jakieś pół roku, odkąd niania stara się znosić wszystkie emocjonalne szantaże, coraz to nowych lokatorów i narzekania swojej pracodawczyni, którą gdyby tylko miała odwagę, zbluzgałaby za ignorancję wobec jej własnych dzieci. Nie ma miejsca na to, by mogła wziąć wolne od pracy. Nawet, jeśli od czasu do czasu może spędzić czas ze swoimi przyjaciółmi, a nawet jeśli udaje jej się wyjechać na wakacje, wraz z walizkami zabiera uczucia pełne sprzeczności – z jednej strony ulgę, bo przecież wreszcie może odpocząć, z drugiej strony lęk, który jej na to nie pozwala. Nie próbuje już myśleć o odejściu, przynajmniej na razie. Zdaje sobie sprawę, że zbyt wiele by ją to kosztowało, a dzieci nie zniosłyby kolejnej rozłąki z osobą, którą w rzeczywistości poczęły traktować jak matkę.



Autor: Sylwia Wanowicz






Komentarze:
reklama
Reklamy sponsorowane
reklama w portalu
Reklamy sponsorowane

Copyright © 2008 - 2012 MyPolki - portal dla kobiet, wiadomości, kobieta i zdrowie, uroda i moda, uczucia i seks  - wszelkie prawa zastrzeżone